część 1, część 2

Jakie jest Twoje zdanie o przepisie "zero tolerancji"?

Bywały bardzo niemiłe sytuacje, kiedy w turniejach kołowych na pierwsza rundę przychodziły znane osobistości… Burmistrz miasta, inni znani ludzie i nawet prezydent kraju, a kilku uczestników nie było jeszcze na sali. Dlatego w pewnym sensie jest to słuszne. Chociaż w wielu turniejach teraz dopuszcza się spóźnienie 15 minut. W Dortmundzie - nawet 30 minut. Ale w Dortmundzie prawie nikt nie spóźnia się. Ponieważ tam przed każdą przedstawia się poszczególnych uczestników, są zapraszani imiennie do stolików i czekają za sceną, dopóki ich nie wywołają. Wszystko odbywa się w określonej kolejności, ostatnim jest zazwyczaj Kramnik - grał tam 25-krotnie!

Pracowałam kiedyś z jednym arbitrem, który był bardzo zadowolony z siebie, że kiedyś postawił 16 (!) zer bez gry. Za spóźnienia na rundę w turnieju, który odbywał się w Makao. Na jakiś to mistrzostwach krajów azjatyckich. Nawet jednemu zawodnikowi, który już był na sali, ale nie zdążył dobiec do stolika, bo spóźnił się o 10 sekund. Arbiter był z siebie bardzo dumny!

Zauważyłem, że na jednych mistrzostwach świata w blitzach ten sam Wasilij Michajłowicz nieco spóźniał się na rundę, a Ty jej nie rozpoczynałeś.

Bo dobrze wiedziałem, że musi pójść do toalety lub ma inne powody. Ponadto postępuję tak, bo na moim seminarium zawsze mówię: "Dobry sędzia powinien mieć butelkę wody mineralnej na krawędzi stołu. Kiedy sędzia zauważy, że nie wszyscy gracze przyszli na rundę, to butelka przypadkowo spada. „Przypadkowo” w cudzysłowie. Zwykle to zajmuje kilka minut, trzeba podejść, podnieść butelkę i postawić na miejscu i zawodnicy mają dodatkowy czas na zajęcie miejsc przed rozpoczęciem rundy. Gdy są bardziej już spóźnieni, to można mieć otwartą butelkę, i wtedy woda rozleje się przy upadku butelki. Wtedy dla przywrócenia porządku, trzeba kogoś poprosić i przeleci pięć minut. To lepsze rozwiązanie, niż wpisanie zera. Sędzia musi dołożyć wszelkich starań, aby zapewnić rozegranie WSZYSTKICH partii. W Dortmundzie był przypadek spóźnienia zawodnika o 18 minut (wtedy obowiązywało 15 min.), ale na szczęście, osoba przedstawiająca uczestników mówiła dość długo i po jej wystąpieniu jeszcze zostało pięć lub sześć minut. Jeśli nie miałoby to miejsca, to musiałbym przeprosić zawodnika i wpisać mu zero!

Z jednej strony "zero tolerancji" może powodować szkodę, a z drugiej – solidni gracze, którzy nigdy nie spóźniają się na rundy czują się mniej komfortowo. Kiedy uczestnicy mieszkają w jednym hotelu, to ten przepis może być stosowany. Przykładowo w Aerofłocie. Ale nawet tam niektórzy uczestnicy mieszkali w mieście. Pamiętam, że Dubow spóźnił się, ponieważ coś się stało. Później okazało się, że metro nie jeździło, więc zadzwonił. Wtedy podszedłem do jego przeciwnika i powiedziałem, że Dubow może się spóźnić więcej niż pół godziny i wtedy będzie grał na krótszym czasie, ale nie dostanie zera, ponieważ oficjalnie uprzedził arbitra. Ale, na szczęście, Daniłł spóźnił się tylko 25 minut.

Jak skomentowałabyś "świeży" konflikt, który miał miejsce w obecnym Pucharze Świata? Jak powinien postąpić sędzia z Antonem Kovalevem w zaistniałej sytuacji?

Jeśli chodzi o skandal w Tbilisi:

Jestem zwolennikiem zasady, że główny sędzia jest odpowiedzialny za to, aby wszystkie turniejowe pojedynki przewidziane w programie zostały rozegrane. Główny organizator powinien mu pomóc w tej sprawie i przygotować odpowiednie warunki do rozgrywania partii. Nawet, jeśli jedna partia w turnieju nie zostanie rozegrana, to winny jest główny arbiter w większym lub mniejszym stopniu!

Sytuacja mająca miejsce w Tbilisi jest złożona. Sędzia powinien wziąć pod uwagę fakt, że szachista przed partią (w tym przypadku bardzo ważną!) jest niezwykle skoncentrowany, i jakiekolwiek uwagi mogą zakłócić jego przygotowanie do partii i koncentrację - a tym samym doprowadzić do porażki. Sędzia musi mieć wielkie doświadczenie w tej kwestii i jest w stanie zrozumieć zawodnika tylko wtedy, gdy rozegrał w życiu również podobne ważne partie. Jeśli nie, to nie jest w stanie podjąć właściwej decyzji.

W regulaminie Pucharu Świata 2017 można znaleźć następujące punkty:

  1. 13. 4. Zawodnicy proszeni są o zapoznanie się z wymaganiami Regulaminu FIDE C.01 (art.8.1) w odniesieniu do ich godnego wyglądu przez cały czas w trakcie Pucharu Świata. W "Handbooku FIDE" czytamy:

C.01 (art. 8.1) FIDE:

Komisja ds. Szachowych Publikacji, Informacji i Statystyki (CHIPS) podkreśla potrzebę,  aby wszyscy szachiści dbali o swój osobisty wygląd. Wygląd szachisty powinien być godny, a właściwy ubiór powinien nie tylko pokazywać szacunek grze w szachy, ale również sponsorom aktualnym i potencjalnym, podkreślając, że słusznie zainwestowali środki w naszą dyscyplinę. Przykładowo niektóre federacje zabraniają noszenia klapek, koszulek bez rękawów (T-Shirts) i kamizelek w trakcie turniejów. Także szachiści, którzy mają zbyt duże i nieporządne włosy powinni być upominani, podobnie jak ci, co noszą stare lub poszarpane dżinsy.

Ten artykuł praktycznie jest bez znaczenia - tylko ogólne uwagi. Dlatego w trakcie Konferencji Technicznej główny arbiter był zobowiązany do wyjaśnienia, co jest dozwolone i co nie jest dozwolone w tym przypadku podczas Pucharu Świata 2017. Nie wiem, czy arbiter powiedział o tym, czy nic nie powiedział!!??

To, co jest napisane w cytowanych przepisach nie ma nic wspólnego z szortami. Dlatego sędzia mógł tylko powiedzieć zawodnikowi tak: "Nie możesz przebywać na sali turniejowej w krótkich spodenkach. Daję ci upomnienie. Proszę przyjść jutro schludnie ubranym. W przeciwnym razie możesz być surowo ukarany, nawet przegraniem partii". Tak powinno wyglądać prawidłowe zachowanie arbitra, zgodnie z moim doświadczeniem. Sędzia nie może powiedzieć szachiście tuż przed partią, żeby poszedł i zmienił ubranie - jest już za późno! To nie jest właściwy czas! Sędziowie powinni sprawdzić ubiór zawodników w pierwszej rundzie, nawet podczas rozgrywania pierwszej rundy i przekazać zawodnikom uwagi. Nie zrobili tego - są winni. Było tylko 64 partie, więc nie tak dużo, sala wspaniała, żadnych trudności. Dyrektor turnieju (główny organizator) nie może niczego polecać zawodnikom przed rozpoczęciem rundy. On nie ma takiego prawa. Dotyczy to tylko arbitrów!

Twoja praca nie jest łatwa, musisz często przez długi czas stać przy partiach. Jak udaje Ci się zachować dobrą formę?

Jakoś się trzymam się! W młodości uprawiałem sport. Grałem w tenisa. Ale zdałem sobie sprawę, że nie miałem szans zostania mistrzem Polski, ustępowałem zbyt wielu tenisistom. Nie tak jak w szachach! Ponadto uprawiałem amatorsko dziesięciobój. Biegałem skakałem wzwyż i w dal, pchałem kulę itp. Bardzo lubię lekkoatletykę i pamiętałem wszystkie rekordy świata. Zresztą kiedy miałem 25 lat, to pamiętałem też  wszystkie moje 750 partii  turniejowych, które rozegrałem. Sprawdzałem to wielokrotnie. Dziwiło mnie, że Botwinnik pamiętał znacznie więcej, ale to nieco inny poziom gry (ze śmiechem).

Jakie są twoje najbliższe plany? Miłośnicy szachów widzieli ciebie w Dortmundzie...

Sądzę, że w lutym Alexander Bach zaproponuje mi Aerofłot. Zawsze z przyjemnością tam jadę, ponieważ spotkam się z wieloma przyjaciółmi, a to zawsze przyjemne. W Dortmundzie też mam wielu przyjaciół. Obecny dyrektor turnieju organizuje imprezę już po raz szesnasty. Bardzo mi się podoba ich organizacja. Muzyczny wstęp przed  rozpoczęciem rundy. Potem przedstawiają wszystkich uczestników. Na sali jest około 300 widzów. Wszyscy mają słuchawki i słuchają komentarzy. Bardzo miło!

AF, Bach, Dortmund 2006

Jest jeszcze amatorski turniej w Polsce, na który zaprasza mnie mój przyjaciel. Tam gra…, jakby to powiedzieć? Szósta kategoria.

Ile turniejów sędziujesz rocznie?

Trudno powiedzieć ... Teraz zostały tylko dwa stałe - Aerofłot i Dortmund. Wcześniej, mniej więcej pięć w różnych krajach na całym świecie.

Czy będzie pracować na Olimpiadzie w Batumi?

Nie wykluczam, że pojadę tam. Ale jeszcze nie wiem. Nigdy nie byłem w Gruzji. Jest to jeden z niewielu krajów, w których nie byłem. Tam jest bardzo przyjazny stosunek do Polski, a z gruzińskimi szachistami zawsze przyjaźniliśmy się. Ponieważ Gruzja jest daleko. Nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Dotyczy to wielu krajów na świecie!

Jakie turnieje wolisz sędziować – drużynowe czy indywidualne?

Wszystko jedno. W gruncie rzeczy w większości sędziowałem indywidualne. Drużynowych niewiele Nie mogę powiedzieć, które są trudniejsze – drużynowe czy indywidualne. W obu rodzajach rozgrywek są problemy do tej chwili nierozwiązane, ale tu się nic nie poradzi. Takie jest życie!

Fotografie z archiwum Andrzeja Filipowicza do wywiadu "Dwa światy. Jeden wszechświat"
Data 6 października 2017 r.

1959-Łódź MP, Święcicki- AF

1964-Polanica Zdrój, Pietrusiak-AF

1966-Hawana, Bednarski-Tal-Darga-Fischer-AF

1966-Havana, Castro. AF, Balcerowski Bednarski

Polanica Zdrój 1967. Stoją od lewej: Jerzy Arłamowski, Stefan Witkowski, Herbert Grätz, Roman Horbacki, Constant Orbaan, Włodzimierz Schmidt, Jan Adamski, Rogelio Ortega- Cruz, Atanas Kolarow, Andrzej Filipowicz, Duncan Suttles, Heinz Liebert, Bogdan Śliwa, Kazimierz Kuszewski, Zygmunt Kozłowski, Jerzy Kostro i Wacław Turski. Siedzą: Siemion Furman, Salo Flohr, Max Euwe, Wolfgang Uhlmann i Vlastimil Hort.

1970-Budapeszt, Geller- AF

1971-Aarhus, Dania, Larsen, Sloth AF

1971-Dubna, Szamkowich – AF

1981 Atlanta, USA, prof. Arpad Elo, AF

1981-Atlanta, USA, AF, Prentice, Sajtar, del Verme (kompozytor hymnu FIDE)

1986-Dubai, Olimpiada, Averbakh, AF, Chikvaidze

1987-Piotrkow Trybunalski, Campomanes, Bielczyk, AF

1987-Rotterdam, AF - Van der Wiel

1988-Grecja, wyspa, Juan Bellon, AF

1988-Mureck, Austria, Stubenvohll-AF

1988-Saloniki, Olimpiada, Nana Aleksandria, AF, Garri Kasparov

1991 Warszawa, AF, Kasparow

2017 Moskwa, Karjakin z żoną, AF

1992-Buenos Aires Ciemniak AF, przy stoliku, na którym grano partie meczu o MŚ Alechin – Capablanca w 1927 roku

1992-Katowice, AF, Spassky

1994 Szeged, Węgry, Kouatly, AF, Durao

1994-Linares, Anand, AF

1994-Linares, Kamski, Short, AF

1994-Megeve, Francja, AF, Gulko, Kasparow

1996-Erewan, Olimpiada. Zichichi (ITA), Suri (Organizator Festiwali w Biel Szwajc.), AF

1998-Shenjang, Leong - AF Xie Jun (Galiamowa nie przybyła)

2001-Moskwa, redakcja „64”, AF -Reuben - Roshal - Stubenvohll - Razuvaev

2002-Bled, Olimpiada, Dvorkovich Vlad., AF, NN,  Kutin, Iljumżinow itd.

2004-Calvia, Olimpiada, AF, de Greiff (Kolumbia)

2014, Calvia, Olimpiada, AF, Campomanes

2006-Turyn, Olimpiada, AF, Iljumżinow, Lipiński

2014-Chanty Mansyjsk, Bykhovsky, Kriukov AF

część 1, część 2

 

część 1, część 3

W 1970 roku Twój ranking wynosił 2430. W dzisiejszych czasach można bezpiecznie dodać 100-150 punktów (a może więcej). Oznacza to, że grałeś bardzo silnie!

Arcymistrz, to dla mnie taki szachista, co ma tytuł oraz ranking na poziomie 2600. Pozostali – to ludzie tylko z tytułem arcymistrza. To nie arcymistrzowie. Takich grających w szachy jest bardzo wielu.

Za jakie osiągnięcia dali mi tytuł mistrza międzynarodowego? Wygrałem turniej w Polanicy Zdroju, nie taki zły. To była pierwsza norma. Drugą normę zdobyłem na Drużynowych Mistrzostwach Europy. W turnieju eliminacyjnym uzyskałem 4,5 p. z 5 partii, a w finale "-2". Przegrałem ze Smysłowem i Ribli. Nie tacy słabi gracze. Z pozostałymi zremisowałem partie. Też nie słabi szachiści, przykładowo Matanović. W sumie wynik był "+2". Trzecia norma w Skopje. Uzyskałem 10,5 p. z 16 partii na Olimpiadzie. W półfinale 5,5 p. z 6 i 50% w finale. Grałem na trzeciej lub czwartej szachownicy i spotkałem się z wieloma znanymi szachistami z Mediną (Hiszpania), Padewskim (Bułgaria). Za takie trzy normy dano mi mistrza międzynarodowego, chociaż teraz otrzymałbym dwa tytuły arcymistrza (ze śmiechem).

Kiedy grałeś ostatnią turniejową partię?

Występy turniejowe zakończyłem mniej więcej w 1991 roku. Brałem przykład z Botwinnika i zawsze chciałem "zabić" przeciwnika (ze śmiechem). Kiedy przestałem być takim agresywnym graczem i nie miałem już takiej energii, to nie podobało mi się, że pragnienie "zabicia" zostało utracone. Wtedy zrozumiałem, że przeciwnik też jest człowiekiem (ze śmiechem).

Wydaje się, ze szachy bardzo odmłodniały...

Oczywiście, ponieważ istotną rolę odgrywa pamięć. Na przykład Gelfand mówi, że przed turniejem (partią) powtarza warianty. Inni też to robią, a młodzi ludzie pamiętają wszystko!

Więc wkrótce trzydziestolatki będą uważani za weteranów?

Nie, będą nadal grali. Przecież wiele pozycji można ustawić bez zrozumienia debiutu. Nie uzyska się lepszej pozycji, ale przecież można grać: 1.c4, potem 2.Sc3, 3.g3, 4.Gg2, 5.Sf3, następnie b3, e3, itd. bez specjalnych konsekwencji. Cóż, rywal może postawić pionki w centrum d5 , e5. Wtedy będziemy grać czarnymi z tempem więcej. Względnie zagramy pierwsze posunięcie Sf3 i potem d4, Gf4, e3, c3, h3. Gońcem z f4 odejdziemy na h2 i stoimy. Cóż tu może zrobić nam arcymistrz Carlsen? Nic. Osiągnie nieco lepszą pozycję i nic więcej. Kto zna szachy, ten zna szachy. Kto jest dla mnie dobrym graczem? Taki, co w dowolnej pozycji znajdzie normalne posunięcie, jedno z trzech lub czterech, które są do dyspozycji w danej pozycji. Może nie najlepsze posunięcie, ale jedno z dobrych. Posunięcie, które nie pogarsza pozycji, niczego nie podstawia. Normalny ruch. W otwarciu, w grze środkowej lub końcówce. A jeśli wykona taki ruch z pewnym planem czy pomysłem, to oznacza, że rozumie szachy.

Jak mają rozwijać się młodzi szachiści? Pracować z komputerami, czy czytać książki?

Sądzę, że młody człowiek musi zrozumieć szachy. Na przykład wiedzieć, że grając 1.e2-e4 atakuje pole d5, rozwija białopolowego gońca i hetmana. O tym napisano w książkach.

Jednakże w książkach nie zawsze są omówione najlepsze warianty. Należy szukać je w komputerach. Myślę, że należy postępować tak. Mianowicie, przykładowo chcemy przygotować się do opanowania końcówki, w której hetman i król walczą z wieżą, gońcem, dwoma pionkami i królem rywala. W książce mamy trzy lub cztery przykłady. Co trzeba zrobić? Trzeba wyszukać podobne pozycje w szachowej bazie. Powiedzmy, znajdziemy ich trzydzieści. Następnie wybieramy pozycje z pionkami "a" i "b" oraz "h" i "g". Patrzymy, jak najlepsi gracze postępowali w tych pozycjach, na przykład Carlsen czy Iwanczuk. Obejrzymy partie i dowiemy się, gdzie popełniono błędy. Teraz wiemy, że to remis lub wygrana.

Albo obrona francuska z 3.Sd2, można zresztą zacząć od pozycji po pięciu czy sześciu posunięciach. Chcemy wiedzieć, jak wyglądają pozycje i jakie są plany gry w tym otwarciu. To prosta praca. Naciskamy przycisk komputera. Mamy w bazie pięć milionów partii. Wybieramy te, które nas interesują. Robimy statystykę. Znaleźliśmy, powiedzmy 1500 partii. Rozdzielamy je na partie grane przez czołowych szachistów, natomiast partie grane w szkolnych turniejach, usuwamy. Ale pozostawiamy partie kilku „średnich” graczy. Po zakończeniu tej pracy, warto zagrać kilka blitzów. Potem czytamy, co zostało napisane w książkach o tym wariancie. Wtedy przekonamy się, czy napisane opinie pokrywają się z naszymi ocenami w omawianym wariancie. Warto rozegrać kilka partii, nawet blitzów, zarówno białymi, jak i czarnymi, aby spojrzeć na te pozycje z obu stron.

Ostatnio grywano „Obronę berlińską”, którą po raz pierwszy zobaczyłem na Olimpiadzie w Lipsku. Wtedy Wasilij Wasiljewicz odszedł skoczkiem na b7. W jednym z wywiadów powiedział, że oglądał ponad sto partii w tym wariancie i zrozumiał, że to nie taka zła koncepcja. Teraz wszyscy zaczęli grać tę berlińską obronę, na wszystkich turniejach. Albo wszyscy zaczęli grać partię włoską, którą „zarzucono” sto pięćdziesiąt lat temu. Zawodnicy są bardzo zadowoleni, że powtarzają dwadzieścia pięć znanych posunięć. Kiedy byłem młody, grałem „Debiut Gońca”, który teraz gra Carlsen... Teraz widzę, że partie, które grałem siedemdziesiąt lat temu, powtarzają nawet na najwyższym poziomie. Oczywiście, nie do końca, ale gdzieś tam pierwsze piętnaście posunięć. Nic się nie zmieniło!

I jest jeszcze znany Swiesznikow, który twierdzi, że trzeba zapłacić zawodnikom za publikację ich partii. Komu płacić? Ruy Lopezowi? Temu, który zapoczątkował partię hiszpańską w XVI-XVII wieku? To śmieszne.

Czy przygotowywałeś się do partii sam lub z przyjaciółmi?

Sam. Ale testowałem wiele wariantów w partiach błyskawicznych. Często w pięciominutowych blitzach starałem się ukryć moje pomysły, nawet mogłem przegrać partię, aby dowiedzieć się, jak rywal w poważnej partii będzie grał w danej pozycji. Patrzyłem na rywala z różnych stron. Jaki jest stan jego zdrowia, jakie stadium lubi grać. Grę środkową czy końcówki? Lubi poświęcać i atakować, czy woli bronić się? Zdarzył się taki przypadek przed partią z Dodą. Miał jakieś kłopoty w pokoju hotelowym i nie wychodził z pomieszczenia. W złej pozycji, zaproponowałem mu remis, szybko przyjął to, ponieważ obawiał się, że ten dzień jest dla niego pechowy.

AF, Doda, Izrael 1964

Nie mam szacunku do graczy, którzy natychmiast po partii wychodzą z sali turniejowej, nie patrząc jak ich przyszli rywale zachowują się przy szachownicy. Jak grają w niedoczasach, jak denerwują się i jakie decyzję podejmują w trudnych pozycjach? To należy oglądać na żywo i trzeba wiedzieć! Natomiast każdy z nich przeważnie szybko umyka do swojego pokoju, aby spojrzeć na komputer i zobaczyć jaki wariant grywa jego przeciwnik. To można to zrobić później.

Jest to szczególnie ważne w turniejach drużynowych. Kapitan zespołu musi mieć wszystkie informacje. Kiedy byłem kapitanem, zawsze obserwowałem, co się dzieje podczas rundy. Jak zachowuje się zespół po porażce w meczu? Jak reagują na takie sytuacje kapitanowie innych zespołów? Dla mnie to było interesujące, nie tylko to, co się działo na szachownicy.

Okazuje się, że byłeś zwolennikiem psychologicznego podejścia?

Oczywiście. Jest to jeden z najważniejszych elementów w szachach! Ktoś jest zmęczony. Ktoś nie spał. Istnieje taki wywiad z Borisem Postowskim, którego dobrze znam i który opowiada co szachiści robią po porażce. Bardzo interesujące. Na przykład ci, którzy nie mogą zasnąć po porażce, to grają powiedzmy w domino do drugiej godziny w nocy. Lub w karty. Chcą się zmęczyć się i wtedy zasnąć. I takie rzeczy o rywalach trzeba znać. Mój przeciwnik po wczorajszej porażce - czy jest w stanie wygrać dzisiaj, czy jest mu już wszystko jedno i bez walki przegra kolejną partię? Trzeba wiedzieć wszystko, a nie tylko patrzeć na warianty, co naturalnie też jest ważne. Więc jestem zwolennikiem spoglądania na szachy z różnych punktów widzenia, a nie tylko na to, co się dzieje na desce.

Kto jest najlepszym psychologiem wśród młodych arcymistrzów?

Nie wiem. Teraz tym się nie zajmuję. Zajmowałem się tym w swoim czasie. Miałem pewnego rodzaju kartotekę, co trzeba grać z tym lub innym rywalem, w tej lub innej sytuacji. Z szachistami, z którymi często się spotkałem. Zdarza się tak, że zawodnicy grają wiele partii między sobą i, aby dobrze przygotować się na przeciwnika, to trzeba znać jego podejście do szachów. Warto mieć specjalną kartotekę dla każdego z nich i uzupełniać ją. W razie potrzeby trzeba zmieniać dane. Przeglądać nieoczekiwane warianty. Jak będzie grał rywal po 1.d4 na 1…c5? Jeśli dotąd zawsze grałem 1...Sf6? Przecież posunięcie 1...c5 nie przegrywa natychmiast. Można dostać nieco gorszą pozycję. I co z tego? Jeśli przeciwnik po raz pierwszy gra tę pozycję?

Co sądzisz o szachach Fischera?

Mnie się nie podobają. Oczywiście wszystko można zmieniać. Dla mnie to inna gra, ale nie szachy. Można przecież wprowadzić na szachownicę nową figurę, np. „wielbłąda”.

Sprawa polega na tym, że powinniśmy patrzeć na historię i rozwój szachów. Co grano w XVI wieku, co grał Steinitz, co pisał w komentarzach Capablanca. To jest historia szachów. Trzeba mieć możliwość porozmawiania o czymś, opowiedzieć w komentarzach, jak to czynią Siergiej Szipow czy Maurice Ashley. Oni wykorzystują historię, kiedy mówią o szachach. „Tak grał w swoim czasie Botwinnik, teraz jest tak się nie grywa itd". O szachach Fischera nic nie można powiedzieć. Można wygrać partię, ale nie ma nic do dodania.

Przykładowo Klaus Bischoff, komentator w Dortmundzie, mówi: "Nigdy nie używamy komputera w czasie komentowania partii". Mówi o swoich wrażeniach w trakcie partii, może gdzieś tam pomyli się, a amatorzy na sali są zadowoleni, że arcymistrz również coś „podstawił”. "Nie widział, podobnie jak ja!" Nie przedstawia ocen komputerowych. Przecież 3 do 5 posunięć proponowanych przez komputer, żaden człowiek nie jest w stanie wykonać. Komentator, podobnie jak publiczność, nie może natychmiast powiedzieć, jaka jest konsekwencja wykonanego kolejnego posunięcia. Bywa, że się pomyli, nie udało się i dobrze! Myślę, że jest to bardzo interesujące. W końcu komentarzy na sali słuchają przede wszystkim amatorzy. A co z profesjonalistami? Nie zwracają uwagi. I publiczność jest zadowolona, kiedy komentator proponuje posunięcie typu "ja bym też tak zagrał”. Pamiętam, jak w Polanicy Zdroju, kiedy grali arcymistrzowie, młodzież analizowała partie na świeżym powietrzu, niedaleko sali turniejowej. Było to bardzo interesujące! Dobrze posłuchać kogoś, kto potrafi dobrze grać. Potem można przeczytać inny bardziej szczegółowy komentarz. Ale później!

Jakie były nagrody pieniężne w Polanicy Zdroju?

Trudno powiedzieć, bo wtedy były w naszej walucie. W złotych. Nie było wymiany, więc trudno cokolwiek porównywać. Jednakże biorąc pod uwagę kurs czarnorynkowy, to nagrody były bardzo niskie. Ale organizacja turniejów nie była zła. Dlatego grali: Karpow, Smysłow (dwa razy), Tołusz, Bagirow, Hort, Korcznoj, Huebner, Lautier, De Firmian, Torre, Topałow, Kavalek, Ivkov, Uhlmann i inni znakomici szachiści. Turniej był wspaniały!

Uhlmann, AF, Magdeburg 1959

AF, Hort, Dortmund 2005

Czy kiedykolwiek miałeś na myśli wyjazd z kraju aby kontynuować szachową karierę na zachodzie?

Nie, nigdy. Odwiedziłem wiele krajów, może ponad sześćdziesiąt. Ale nigdy nie chciałem opuszczać Polski, niezależnie od warunków, a były różne. Jestem bardzo związany z moją ojczyzną. I zawsze sprzeciwiałem się, aby szachiści z innych krajów reprezentowali barwy Polski dla Polski. W reprezentacji. Nie, nie mam nic przeciwko temu, żeby przyjeżdżali, mieszkali u nas grali w szachy. To piękne! Ale nadal uważam, że kraj powinni reprezentować rodzimi szachiści.

Z pokolenia polskich szachistów z lat 60-80, prawdopodobnie, tylko ty pozostajesz aktywny? Czy spotkasz się z kimś, z kim grałeś w turniejach, w reprezentacji narodowej, na olimpiadach czy w mistrzostwach Europy?

Zbigniew Doda, który grał ze mną na Olimpiadach, zmarł kilka lat temu. Wśród tych, którzy są młodsi ode mnie, Włodzimierz Schmidt czasem zagra w małym openie. Nasz ówczesny lider wielokrotnie był  mistrzem  Polski. W blitzach nawet piętnastokrotnie... U Aleksandra Sznapika wszystko w porządku, jest młodszy ode mnie i też grał wielokrotnie w reprezentacji. Krzysztof Pytel jest we Francji, ale nie wiem gdzie. Większość rówieśników i tych nieco młodszych nie gra już w szachy.

AF, Schmidt, Łódź 1974

Czy udało Ci się spotkać się z papieżem Karolem Józefem Wojtyłą? Mówią, że był wielkim miłośnikiem szachów?

Stałem o krok od Niego, kiedy byłem w Rzymie na audiencji generalnej, ale nie jako gość, tylko uczestnik. Takie audiencje odbywały się raz na tydzień i miałem szczęście uczestniczyć. Jeśli chodzi o jego pasję do szachów, to mam takie zdanie. Partie grane przez Napoleona zostały przez kogoś aranżowane. To jest oczywiste. Także aranżowane były partie papieża Jana Pawła II. Chociaż wiem, że grywał w młodości w szachy, jako amator, ale bardzo silnie. Były to czasy wojny, okupacji, stan wojenny, a gra w szachy bardzo popularna. Przecież była godzina policyjna i wszystko było zamknięte od godziny ósmej wieczorem. Jedni grali w karty, inni w szachy lub inne gry. Sądzę, że grał na dobrym poziomie, ale nic więcej. Później, przypisano mu wiele zalet, jak to się dzieje z wszystkimi wielkimi ludźmi. Gdy byłem redaktorem miesięcznika „Szachy”, to napisałem do Niego list w tej sprawie. Odpowiedzieli mi z kancelarii papieskiej, że naturalnie grał w szachy i pozdrawia polskich szachistów. Papież przesłał nawet do Polskiego Związku Szachowego, jak to powiedzieć po rosyjsku? Błogosławieństwo. Przyjemny list, wspaniale napisał...

Przemiany polityczne w Polsce zaczęły się pod koniec lat 70-tych XX wieku. Nawet moje pokolenie pamięta słynną "Solidarność". To było w jakiś sposób odegrało rolę w życiu szachowym?

Dobrze orientowałem w polityce, ale nigdy się nią nie zajmowałem. Doskonale wiedziałem, co tam było złe, co było dobre dla kraju. Pracowałem na wyższej uczelni, wykładałem, grałem w szachy, jeszcze doszła rodzina i inne sprawy. W Polsce najgorsza była okupacja niemiecka oraz okres powojenny (1946-1955). Wtedy zabijano naszych wybitnych ludzi, już po zakończeniu wojny. Później, niestety, wprowadzono jeszcze stan wojenny w 1981 roku. To było straszne. Wiele osób zginęło.

Następnie przyszła "Solidarność" i wielka ulga. Zmieniła kraj, całkowicie zmieniła. Oczywiście działalność Solidarności (1980) poprawiła życie w Polsce. Nie ma żadnej wątpliwości, co do tego. Szczerze mówiąc, nigdy nie miałem czasu na angażowanie się w politykę. Wystarczy, że grałem w szachy, byłem wiceprezesem Polskiego Związku Szachowego przez 25 lat. W klubie też wiceprezesem i także w Warszawskim Związku Szachowym. Pisałem różne szachowe artykuły do polskich czasopism, publikowałem też w języku rosyjskim, a także w języku angielskim. Przez cały czas byłem zajęty. Chociaż, oczywiście, podążałem za polityką. Bo to jest nasze życie.

Kiedy zrezygnowałeś z wyczynowej gry, nie myślałeś o działalności trenerskiej?

Przez dwa lata pracowałem w Kuwejcie jako trener. Ale przed tym zajmowałem się pracą trenerską z młodymi szachistami, ale mniej oficjalnie. Zapraszali mnie na Akademie Szachowe, miałem wiele zajęć z czołowymi polskimi juniorami. Nawet mam dyplom trenera II klasy po ukończeniu kursu podyplomowego AWF w Warszawie. Zarobiłem trochę pieniędzy, ale nie byłem profesjonalnym trenerem. W Kuwejcie, pracowałem bardzo aktywnie, trenowałem, organizowałem turnieje i mistrzostwa pod patronatem Szejka Kuwejtu, uczestniczyłem w posiedzeniach Federacji Szachowych, byłem też jedynym Europejczykiem wśród stu dwudziestu szachistów arabskich na indywidualnych mistrzostwach krajów arabskich w Tetuanie (Maroko, 1984) (ze śmiechem).

 

DRUGI ŚWIAT. WŚRÓD SĘDZIÓW

Jak się to stało, że przeszedłeś z grona zawodników do kategorii arbitrów?

Po prostu dlatego, że nie zostałem mistrzem świata w szachach (ze śmiechem), co prawdę mówiąc bardzo mi się nie podobało. Potem nie zostałem prezydentem FIDE, co też mi się nie podobało. Chociaż, w gruncie rzeczy, w pewnym okresie miałem czwarte miejsce w hierarchii FIDE. Przez cztery lata (1986-1990) byłem przewodniczącym Komisji Kwalifikacyjnej, a to była wtedy najważniejsza Komisja. W sumie przez ponad 20 lat byłem przewodniczącym, wiceprzewodniczącym, sekretarzem i członkiem kilku komisji FIDE. Pomyślałem sobie, nie udało się zostać mistrzem świata, nie udało się zostać prezydentem FIDE, może zostanę najlepszym wśród sędziów?

Sędziowałem aż 35 mistrzostw świata, włączając turnieje pretendentów oraz pięć meczów o mistrzostwo świata. Mecz w 1998 r. Karpow - Anand, był pierwszym pucharowym turniejem o mistrzostwo świata FIDE, który przeprowadził Iljumżinow. Następnie byłem głównym sędzią meczu Kasparow - Kramnik w Londynie w 2000 roku, Kramnik - Leko w Brissago 2004, a także Carlsen - Anand w Soczi w 2014 roku. Ponadto mecz o MŚ kobiet pomiędzy Xie Jun i Galiamową, grany w Kazaniu i w Chinach (1999). Sędziowałem trzy mistrzostwa świata do 20 lat, dwa mistrzostwa świata weteranów oraz dwa- naście mistrzostw świata w blitzach i szachach szybkich mężczyzn i kobiet.

Kasparow, Kramnik, AF, Londyn 2000

Anand, Samaranch, Iljumżinow, AF, Lozanna 1998

Xie Jun, Galiamowa, AF, Szenjang 1999

Carlsen, AF, Anand, Soczi 2014

Nie mogę uwierzyć, że istnieją jakieś tam sytuacje, Tobie nieznane. A jednak. Czy były w Twojej bogatej praktyce sytuacje, które zaskakiwały? Lub takie, kiedy decyzja nie mogła być podjęta natychmiast?

Miałem różne złożone sytuacje. Gdzieś w środku meczu Kasparow - Kramnik, Władimir wykonał posunięcie, ale nie zostało pokazane na elektronicznej szachownicy. Siedziałem mniej więcej około dziesięciu metrów od sceny. Miałem komputer i na monitorze widziałem co zaszło. Szybko wstałem i udałem się do pomieszczenia, w którym Kasparow oczekiwał na posunięcie rywala i powiedziałem. „Garri, Wołodia wykonał posunięcie”. Elektroniczny zegar szachowy cały czas chodził, więc Kasparow powiedział: „Proszę dodać mi dwie minuty!”. Natychmiast odpowiedziałem „Tylko jedną minutę!”. Wróciłem do swojego stołu i zobaczyłem ile czasu upłynęło. W czasie wszystkich partii zapisywałem po każdym posunięciu aktualny czas, czyli godzinę, minuty i sekundy. Zobaczyłem, że upłynęła jedna minuta i 20 sekund. Pomyślałem: „No dobrze!” Kiedy Kasparow wykonał posunięcie, wziąłem zegar, powiedziałem, że dodaję dwie minuty. Wołodia milczał. Po meczu podszedłem do Kramnika i zapytałem: „Wołodia, co myślisz o tym? Jak oceniasz dodanie czasu?”. Odpowiedział: „Nigdy bym nie zwróciłbym się z taką prośbą”. Na to odrzekłem: „Urodziłeś się 25 czerwca 1975 r., a Garri 13 kwietnia 1963 roku. Powinieneś zrozumieć, że jest różnica dwunastu lat i kiedy będziesz starszy o dwanaście lat, to odczujesz, że jedna minuta znaczy dla Ciebie więcej niż dla innych".

(„Mały incydent miał miejsce podczas meczu. Po wykonaniu 21 posunięcia, Kasparow nacisnął zegar, ale jak wynika z elektronicznej szachownicy, jego zegar nie zatrzymał się. Tego nie zauważyli ani uczestnicy, ani sędziowie. Odpowiedź Kramnika nastąpiła po minucie lub półtorej minuty i sytuacja nie miała żadnego wpływu na dalszy przebieg walki” wywiad Jakowa Damskiego i Siergieja Szipowa pt.: „Ostatnia intryga ubiegłego wieku”, M. 2000 – dop. autora wywiadu)

Pamiętam też, jak Wiktor Lwowicz Korcznoj zapytał mnie, czy w blitzu trzeba wykonać posunięcie dotkniętą bierką. Odpowiedziałem natychmiast: „Tak Wiktor Lwowicz dotknięta idzie!”.

Nie zdziwiło mnie pytanie, bo szachiści grają z tak kolosalną koncentracją i z takim stresem, że czasem nawet podstawowe zasady stają się niezrozumiałe. Zresztą Wiktor Lwowicz na turnieju „Kremlowskie gwiazdy” postawił króla na „polu” g9! Na sali (Pałac Kremlowski) były tysiące widzów, którzy zaczęli wołać: „Gdzie jest król?”, a on po prostu był poza szachownicą. Wiktor Lwowicz grał z takim stresem, że nie był w stanie precyzyjnie postawić króla na polu g8. Elektroniczna szachownica też nie jest w stanie pokazać pozycję króla znajdującego poza nią.

Różnych przygód było wiele...

Była również pozycja, w której jeden z zawodników miał jedną minutę, a drugi 10 sekund. Ten drugi zażądał remisu z pozycji siły, bo w końcówce wieżowej miał cztery pionki przeciwko dwóm na tym samym skrzydle. Było to oczywiste, zgodne z przepisami, więc natychmiast powiedziałem – „tak, remis”. Jego przeciwnik (nie będę wzmiankował jego nazwiska) złożył protest, ale jury d’appel odrzuciło jego protest. Są takie nieprzyjemne sytuacje. To było w 1994 roku, wg przepisów PCA, ale FIDE w 1998 roku dokonała odpowiednich zmian i przyjęła te przepisy.

Co jeszcze możesz przytoczyć z praktyki sędziowskiej?

Był taki przypadek w partii Kasparowa (Genewa 1996), gdy Topalov wziął do ręki hetmana i zagrał na g2, a następnie zmienił zdanie i pobił pionka na h2 (lub na odwrót, nie pamiętam już). Spojrzał na mnie, bo nie było całkiem jasne, czy oderwał palce od hetmana. Siedziałem na bardzo wysokim krześle i widziałem tylko palce z boku, a nie na wprost i nie byłem w stanie ocenić w 100%. Nic nie powiedziałem, tylko kiwnąłem głową, pokazując, że wszystko w porządku. Wtedy Kasparow popatrzył na mnie, też kiwnąłem głową i grano dalej. Wszystko bez słów.

Mam swoje podejście do szachistów, bo wiem, jak denerwują się podczas gry. Nigdy nie mówię: "Weź długopis i pisz posunięcia”. Po prostu spojrzeniem i gestem ręki pokazuję, że trzeba pisać. Bez słów. To jest moje traktowanie sytuacji. Kiedy Kramnik wygrał swoją ostatnią partię w meczu z Leko, to Carsten Hensel (manager Władimira) poprosił mnie, żebym zabrał go do jego pokoju. Wziąłem Wołodię za rękę, nie wiedział, gdzie się znajduje. Zaprowadziłem go do pokoju i powiedziałem: "Weź marynarkę", a wtedy, dopiero po dwóch-trzech minutach doszedł do siebie. Doskonale rozumiem, co się dzieje z szachistami w tak trudnych momentach.

Zacząłem sędziować w Kuwejcie i otrzymałem tytuł sędziego klasy międzynarodowej. Tak się zaczęło. Mam przewagę nad innymi sędziami, ponieważ osobiście poznałem ostatnich mistrzów świata: Kasparowa, Kramnika, Carlsena, Ananda i Karpowa, gdy mieli po czternaście lat. Łatwiej mi się z nimi rozma- wia. Inne podejście. Poza tym sam gram w szachy, a większość innych sędziów nie gra.

Pamiętasz jakieś zabawne epizody?

W 2001 roku byłem głównym sędzią mistrzostw Afryki. To było bardzo ciekawe, uczestniczyli szachiści z 20 państw. Czy wiesz, co zrobiłem? Tam byli tylko miejscowi sędziowie, o których poziomie nic nie wiedziałem. Czy nawet w ogóle znali grę szachy? Zapytałem ich: "Jaka jest najważniejsza rzecz w szachach podczas turnieju?" Odpowiedzieli: "Nie wiemy". Powiedziałem: "Najważniejsze jest... picie kawy! Ale! Czasem trzeba robić przerwę i popatrzeć co się dzieje na szachownicach. Pijcie kawę, ale czasami róbcie przerwy!” Nawiasem mówiąc bardzo dobrze pracowali!

Pamiętam, jak w Moskwie, Karpow w trakcie blitza, gdy grano tempem 4 minuty plus 2 sekundy, powiedział, że po posunięciach dostaje tylko jedną sekundę, a nie dwie. Cóż, mogłem powiedzieć Anatolijowi Jewgienijewiczowi, że ma 53 lata i już nie ma takiego refleksu, zamiast dwóch sekund, widzi tylko jedną... Powiedziałem: "Anatolij, będę stał i patrzył”. Wiedziałem, że prawidłowo ustawiłem czas na  zegarze, ale przez całą  rundę stałem przy jego partii. Po partii Anatolij Jewgienicz wstał i mówi: "W porządku, są dodawane dwie sekundy”.

Karpow, AF, Moskwa 2017

Jakie znasz języki?

Oczywiście, rosyjski, i nie tak źle. Angielski. Dawniej nieźle posługiwałem się francuskim i teraz też mogę coś niecoś powiedzieć w tym języku. Rozumiem też wiele słów po niemiecku. Oczywiście jesteśmy w stanie ogólnie zrozumieć, o czym mówią we wszystkich słowiańskich językach, na przykład w języku serbskim. Ponadto być może nawet w dwudziestu językach świata znam nazwy bierek szachowych i liczb. Nawet w języku arabskim. Nikt nie może mi powiedzieć po arabsku, że skoczek ma iść na pole g2 zamiast na h2. Praktycznie w każdym języku FIDE mogę oznajmić, że runda zaczyna się w danym dniu i o danej godzinie.

Jak to bywa u każdego szachisty, prawdopodobnie są gracze, których uważasz za najsympatyczniejszych z ludzkiego punktu widzenia? Wtedy trudno jest z pozycji sędziego wydać decyzję na korzyść przeciwnej strony?

Tu nie mam żadnych problemów. Ogólnie rzecz biorąc, nie zwracam na to uwagi. Różne sytuacje miały miejsce. W Austrii odbywały się Mistrzostwa Europy 10-18 lat, i tam Romanow z Rosji grał z jakąś dziewczynką. Były dwie bliźniaczki z Hiszpanii, jedna w grupie do 10 lat wśród chłopców, druga wśród dziewcząt. Jedna z nich dotknęła figury, ale chciała zagrać inne posunięcie. Teraz Romanow udał się do sędziego i złożył protest. Popatrzyłem na pozycję i zobaczyłem, że ma figurę więcej i wynik partii jest już przesądzony. Dziewczynka, że nie dotknęła bierki, nic nie wie i zaczęła płakać. Wtedy powiedziałem do Romanowa: "Mężczyźni powinni wiedzieć, że z kobietami zawsze są trudności. Chciałbym, aby partia była kontynuowana, niech partnerka zrobi inne kolejne posunięcie”. (ze śmiechem).

Kiedy aktywnie grałeś w turniejach, nie było mowy mistrzostwach w blitzach (zwłaszcza mistrzostwach świata). Teraz wszystko się zmienia ... Czy twoim zdaniem szachy szybkie i blitze zastąpią klasyczne szachy?

Niestety, tak! Nie mogę patrzeć na to się dzieje z tym anty-cheatingiem. Czy byłeś na Olimpiadzie w Baku? Nieprzyjemne wyglądało, gdy oddzielny zespół sędziów kontrolował na początku partii i sprawdzał w jej trakcie ponad tysiąc uczestników, aby zidentyfikować jednego lub dwóch, którzy oszukiwali. Sędziowie śledzili wszystkich uczestników. Każdy zawodnik musiał pytać czy informować sędziego, że zamierza udać się do toalety. Kiedy wychodził z toalety znów sprawdzano, czy nie ma ze sobą np. telefonu. Na to nie można patrzeć spokojnie.

Zapytałem sekretarza tej komisji FIDE: "Czemu nie zdecydowano się na najprostsze rozwiązanie? Jeżeli ktoś zostanie złapany na korzystaniu z pomocy, to nie będzie mógł grać w szachy do końca swojego życia". Nie!. Lepiej zatrudnić cały zespół sędziów, którzy będą kontrolować szachistów podczas gry. Tracimy pieniądze. Nie sposób wyjść z sali turniejowej. Wszyscy podejrzewają się nawzajem. Nieprzyjemna sytuacja!

Lub mecz o mistrzostwo świata w Sofii Topałow - Anand. 100 tysięcy dolarów kosztowała specjalna szklana ściana. Zawodnicy nie mogli widzieć widowni, widzowie widzieli szachistów, nie było możliwości, aby zawodnicy słyszeli rozmowy na widowni i to wszystko kosztowało sto tysięcy dolarów. Tylko w tym celu, aby nie było możliwości użycia komputera.

Proszę o kilka słów o obecnej sytuacji. Obecnie firma Agon organizuje mistrzostwa świata ...

"Agon"? Myślę, że Iljumżinow podjął dla szachów złą decyzję. Oni działają marnie. Pracowałam z "Agonem" w Soczi na meczu o mistrzostwa świata. Nie podobało mi się. Myślę, że Iljumżinow organizował imprezy znacznie lepiej bez „Agona”. Zarówno w Szenjangu jak i w Kazaniu w meczu kobiet o mistrzostwo świata. W Londynie, z kolei mecz był dość daleko od centrum, na obrzeżach miasta. Nie najlepsze miejsce... Ale w ogóle nie było tak źle.

Co możesz powiedzieć o mistrzostwach świata systemem pucharowym, przekształconych w Puchar Świata?

Kiedy Iljumżinow zorganizował swoje mistrzostwa świata, to był dobry pomysł. Oczywiście nie uważam tych turniejów za mistrzostwa świata, oraz nie uważam Kasimdżanowa i Ponomariowa za mistrzów świata. Ale oczywiście są wspaniałymi szachistami, wygrali bardzo silne turnieje i odnieśli wielkie sukcesy. Nadal jestem zwolennikiem klasycznej linii, szesnastu mistrzów świata, którzy grali mecze pomiędzy sobą i je kontynuują. Nie są wyłaniani w innym systemie. Zaczyna się od Steinitza, a wcześniej byli Anderssen, Morphy...

Tutaj jest Anastasia Sorokina, która przesyła ci pozdrowienia i mówi, że jesteś jej ulubio- nym sędzią...

Ona jest bardzo dobrym arbitrem i mnie się bardzo dobrze z nią współpracowało. Sędziowaliśmy kilka turniejów. Znakomicie! Obecnie jest prezesem Białoruskiej Federacji Szachowej? Gratulacje!

W związku z tym chciałem zapytać: czy kobieta może być dobrym arbitrem?

Ona jest dobrym sędzią! Ogólnie rzecz biorąc, kobiety... zauważyłem, że zawsze grają lepiej z mężczyznami, niż między sobą! Między sobą - na znacznie niższym poziomie. Przy grze z mężczyznami nie odczuwają takiej odpowiedzialności i jest im łatwiej. Każdy wynik jest dobry. Z kobietami trzeba wygrywać, a to nie jest łatwe.

Wiesz, urodziłem się w czasie, gdy kobiety grały bardzo słabo. Mój przyjaciel Gawlikowski, znany mistrz i autor książek szachowych, na naszych drużynowych mistrzostwach kraju, zawsze obserwował szachownice kobiet, gdzie pozycje ulegały raptownym zmianom, pozycja z wygranej zamieniała się na przegraną i odwrotnie. Na sześciu męskich deskach wynik wahał się zazwyczaj od 3:3 do 2,5-3,5 i o rezultacie meczu zdecydowały szachownica juniorów, a zwłaszcza kobieca. W krytycznych momentach krzyczał na całą salę: "Do kuchni, gotować obiady, a nie grać w szachy!"

Kiedy grałem z kobietami pięciominutowe blitze, to ustawiałem wszystkie bierki na trzech wyjściowych liniach i chodziłem gońcem z pola e7 na f8 i z powrotem. Byłem przekonany, że kobieta nie jest w stanie dać mi mata w ciągu pięciu minut. Straci figury, przekroczy czas itp. Tak bawiliśmy się i żartowaliśmy w dawnych czasach. Teraz kobiety poczyniły znaczące postępy. Wcześniej były tylko Vera Menchik, Gaprindashvili, Chiburdanidze i siostry Polgar. Teraz kobiety grają bardzo dobrze. Chińska szachistka Hou Yifan gra świetnie!

Nikitin, Cziburdanidze, AF, Saloniki 1988

AF, siostry Polgar: Zsuzsza, Zsofia i Judit, Stambuł 2012

Czy śledziłeś grę Kasparowa Saint Louis?

Oglądałem, ale nie wszystkie partie. Brakuje mu praktyki. Ręka nie pracuje. Zawsze, jak sędzia, mówiłem: ręka myśli, wykonuje posunięcie i naciska zegar. Ręka musi postawić figurę lub pionka na dobre pole. Tylko dwóch szachistów na świecie może to zrobić bez zastanowienia się. Kim są?

????

To są Anatolij Jewgienijewicz i Jaan Elvest. Tylko oni są w stanie, nie zastanawiając się, postawić figurę na takim, na którym będzie doskonale operować po pięciu posunięciach. Garri Kasparow nie był takim talentem, ale ciężko pracował i miał inne zdolności. Był bardzo interesującym szachistą. Nawiasem mówiąc, znał wszystkie przepisy gry. Osobiście to sprawdziłem. Kiedyś miałem techniczną konferencję dla szesnastu najlepszych szachistów na świecie w "Kremlowskich Gwiazdach". Mówiłem: „Wiem, że dobrze znacie przepisy”, ale nie znacie mojej interpretacji i mojego podejścia!" Faktem jest, że zdawałem sobie sprawę z faktu, że wielu z nich nie zna przepisów zbyt dobrze i dlatego wyjaśniałem, jak będę postępował w różnych sytuacjach (ze śmiechem).

I tak przykładowo Kirył Georgiew grał przeciwko Kasparowowi. Garri miał pionka więcej w hetmańskiej końcówce, ale tylko około 50 sekund, a Georgiew miał 3 minuty. Grali bez dodatku sekundowego, tylko po 25 minut na partię. Kirył grał na czas, aby Garriemu spadła chorągiewka, ale z Kasparowem nie było to łatwe. Garri grał szybko i ograł go. Po partii spytałem Kiryła: "Co się stało, dlaczego tak grałeś? Przecież w każdym momencie Kasparow mógł zażądać remisu, a ja oczywiście musiałbym mu przyznać”. Georgiew odpowiedział: „Nie wiedziałem o tym”, a przecież grał tylko na czas. Potem podszedłem do Kasparowa: "A ty wiesz o tym?" - "Oczywiście, wiem. Jeśliby pozostały mi tylko dwie sekundy, to natychmiast zażądałbym remisu". Było jeszcze kilka innych przypadków, a Garri zawsze znał odpowiedź. Z kolei, wielu czołowych graczy nie zna przepisów.

Prowadziłem Konferencję Techniczną na meczu o mistrzostwo świata Carlsen – Anand i też wyjaśniałem co będą robił w różnych sytuacjach. Przykładowo, jak będę ustawiał zegar.

Zawsze ustawiam tak, aby po wykonaniu 40 posunięcia przez białe, natychmiast był dodawany czas. Inni sędziowie postępują inaczej, ustawiają zegar tak, aby dodanie czasu następowało po opadnięciu obu chorągiewek. Na mistrzostwach Europy (od 8 do 18 lat) w 2012 roku w Pradze, niektórzy młodzi zawodnicy popełnili błędy, naciskając dwukrotnie przycisk zegara. Ale to miało miejsce tylko w pięciu przypadkach na 5000 rozegranych partii. Na mistrzostwach świata weteranów, w minionym roku też ktoś z weteranów nacisnął dwukrotnie przycisk zegara i z tego powodu czas mógł być dodany wcześniej. To jednak można zrozumieć, ponieważ mieli 75 lub więcej lat! Mogli się gdzieś pomylić… Trudno! Ale kiedy gra młodzież, to nie zgadzam się na ustępstwa!

Gijssen, Awerbach, AF, Moskwa 2001

W lipcu tego roku wprowadzono zmiany do "Przepisów gry FIDE".

Ci, którzy uchwalają „Przepisy gry” nigdy nie grali poważnych partii. Samo FIDE nie jest w stanie zrozumieć, że ustalone przepisy mają zastosowanie w równym stopniu do gry mistrzów świata i przedszkolaków. One mają za zadanie spełnić swoją rolę w obu grupach zawodników. Dlatego autorzy powinni zebrać opinię zarówno czołówki światowej, jak też trenerów prowadzących zajęcia w szkole. To co przedstawili to koszmar. Rozumiesz, kłopot polega na tym co wg nich oznacza sformułowanie posunięcie nieprawidłowe. Przykładowo gdy wykonujemy dwa kolejne posunięcia jednym kolorem. W rzeczywistości są to dwa prawidłowe ruchy, ale wykonane kolejno, na przykład przez białe, traktuje się jako nieprawidłowe posunięcie. Ale! Weźmy młodego szachistę liczącego 5-6 lat, który wykonał posunięcie i zapomniał nacisnąć zegara. Poszedł napić się wody, wraca i widzi, że jego zegar chodzi. Nie pamięta, jaki był ostatni ruch, więc wykonuje jeszcze jedno posunięcie i zamiast dostać ostrzeżenie, za to, że wykonał dwa posunięcia z rzędu, wpisują mu porażkę.

Z kolei, jeżeli na mistrzostwach świata w blitzu, tak postąpi czołowy zawodnik świata, to jemu słusznie należy się kara w postaci przegrania partii. To właściwa decyzja. Decyzja sędziego pozostaje w każdym przypadku ostateczna, ale oni chcieliby, aby ta sama zasada obowiązywała wszystkich. Lub problem wykonywania posunięć tylko jedną ręką. Przykładowo, gram białymi, po mojej lewej stronie mam zegar, za zegarem stoi hetman. Biorę lewą ręką hetmana, pionka usuwam prawą ręką z ostatniej linii i stawiam na tym miejscu hetmana, przełożonego np. do prawej ręki. Nie jest łatwo wykonywać tę operację jedną ręką, częściej można zobaczyć promocję dwiema rękami. Warto spojrzeć na bardzo młodych graczy. Mają małe ręce! Teraz jest to traktowane, jako nieprawidłowe posunięcie i karane porażką w szachach szybkich i blitzach.

Pamiętasz sytuację, kiedy Fischer zapisał posunięcie i podsunął blankiet Talowi, żeby zobaczyć jego reakcję? Teraz przepisy wymagają, aby najpierw wykonać posunięcie.

Tak, ponieważ na mistrzostwach świata dla juniorów często zdarzało się, że rodzice patrzyli z daleka, na co ich dziecko zapisało i dawali znaki potwierdzające lub zaprzeczające. Z Miszą była inna sytuacja, kiedy przechodził przez przegraną pozycję.

W gruncie rzeczy szachiści, zwłaszcza starsi, są przyzwyczajeni do zapisania posunięcia przed jego wykonaniem…

Tak znani trenerzy tak radzili: "Na wstępie zapisz posunięcie, dobrze się zastanów, a potem wykonaj".

Teraz za to są karani i można nawet dostać zero.

Oczywiście są karani, bo takie są przepisy. Lub, jak już mówiłem, dwukrotne naciśnięcie zegara bez posunięcia oznacza porażkę. A przecież zdarza się, że zawodnik naciśnie przycisk na sąsiednim zegarze, ponieważ na openach zawodnicy siedzą razem w tym samym rzędzie. Co więcej, na jednym z takich turniejów w Polanicy-Zdroju szachista nawet próbował zapisać posunięcie na blankiecie sąsiada. Ci, którzy redagują przepisy gry, nie mają pojęcia o poważnych szachach turniejowych! Rzecz w tym, że kiedy jest grana poważna partia, to szachista przeżywa straszny stres. Kiedy grasz o sto tysięcy dolarów lub o udział w drużynie olimpijskiej lub o pierwsze miejsce w mistrzostwach kraju, nie wspominając już o zakwalifikowaniu się do meczu o mistrzostwo świata, to stres jest olbrzymi! Oni w ogóle nie rozumieją, że przygotowują przepisy, w których nie biorą pod uwagę tych kwestii.

Nigdy nie byłem w sytuacji, takiej, w której nasz drogi Wasilij Michajłowicz powiedział do sędziego na Olimpiadzie: "Wynoś się!” Sądzisz, że został za to ukarany? Oczywiście, że nie! Podjęli decyzję, że powinien przeprosić, a potem już nic więcej nie powiedzieli. W gruncie rzeczy, to sędzia nie widział, że długopis Iwanczuka przestał pisać. Powinien to zauważyć. On widział tylko, że nie są zapisywane posunięcia i to w niedoczasie. Drobiazgi, które bardzo przeszkadzają. Iwanczuk miał rację. Ja bym po prostu wziął swój długopis i pokazał, że powinien pisać posunięcia. On wziął by swój długopis i pokazał, że nie pisze. Dałbym mu swój, bez słów I to wszystko!

c.d.n.

część 1, część 3

część 2, część 3

Wywiad na stronie internetowej Chesspro.ru, przeprowadzony przez Siergieja Kima z Kazachstanu. Rozmowa przez telefon trwała ponad 3 godziny. Andrzej Filipowicz, który przetłumaczył ten wywiad na język polski, zna Siergieja Kima z czasów, gdy sędziował Mistrzostwa Świata w Szachach Szybkich i Błyskawicznych w Astanie 2012, a wcześniej w Mistrzostwach Świata w Grze Błyskawicznej w Almatach 2008. (ZN)

6 października 2017

Był wspaniałym szachistą. Mądrym. Dobrze orientował się taktycznych możliwościach. Szybko podejmował optymalne decyzje w warunkach ograniczonego czasu. Niewątpliwie reprezentował poziom arcymistrza według dzisiejszych standardów. Dlatego nie bez przyjemności wspomina te młode i sławne 60-70 lata. Jakie turnieje były! I jacy szachiści! Ale to nie jest tak, że się coś nie udało... Po prostu, prawdopodobnie, chciało się i mogło zrobić więcej. Przeszkodziły okoliczności. Obiektywne, ale nie zawsze. Początkowo trudne powojenne lata. Potem dziwny system, ni to zawodowego, ni to amatorskiego sportu, nie pozwalający skoncentrować się na najważniejszych rzeczach. Potem lata 80 i „Solidarność”. Chciało się grać, ale i podstawowa (czy rzeczywiście podstawowa?) działalność, gdzie były również znaczące osiągnięcia, zajmowała wiele czasu. Jednym słowem, co się wydarzyło, to wydarzyło. Ale to właśnie w tym pierwszym wymiarze.

W drugim wymiarze nie udało się uzyskać takich osiągnięć jak oczekiwał! "Dlaczego więc nie zostać się najlepszym arbitrem na świecie?" – zadał sobie takie pytanie. Odpowiedź przekroczyła wszelkie oczekiwania! Jeżeli sędziowie mieliby system rankingowy, to jeśli nie byłby pierwszym w tej klasyfikacji, to z pewnością w pierwszej trójce, na 100 procent! Chociaż wielu słynnych arcymistrzów i kolegów sędziów oraz miłośników szachów daje mu palmę pierwszeństwa właśnie jemu ANDRZEJOWI FILIPOWICZOWI.

Siergiej KIM

Hawana 1966

PIERWSZY ŚWIAT. PRZY SZACHOWNICY

Mówią, że wrażenia z dzieciństwa najbardziej zapadają w pamięci. W Twoim przypadku w dzieciństwie były trudne czasy. Czy pamiętasz Powstanie Warszawskie z 1944 roku? Powojenne lata?

Urodziłem się w Warszawie 13 maja 1938 roku. Kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, miałem niewiele ponad sześć lat. Po 63 dniach walk, kiedy Powstanie upadło (zginęło ponad 200 000 osób), Niemcy wyprowadzili wszystkich pozostałych mieszkańców z naszej stolicy i niszczyli dom za domem. W Warszawie już nikogo nie było. Mieszkaliśmy dość daleko od centrum, można powiedzieć w pobliżu obecnego warszawskiego lotniska Chopina. Tam wyprowadzono mnie, mojego brata i babcię i zamierzano wysłać pociągiem do obozu. Ale jakiś żołnierz, nawiasem mówiąc, Niemiec, dał nam szansę, mnie, mojemu bratu, który miał wtedy cztery lata i babci, zeskoczyć z peronu dworca i uciec. W pobliżu (ale poza miastem) mieliśmy rodzinę, która nas przygarnęła na chwilę. Jednakże wówczas było niebezpieczne kwaterować kogoś z Warszawy, więc odesłano nas 100 kilometrów dalej. Jest takie miasto Piotrków-Trybunalski i tak w pobliskiej wiosce doczekaliśmy końca wojny. Kiedy przychodzili Niemcy, musieliśmy ukrywać się w lesie. Wracaliśmy, oni też wracali, więc z powrotem do lasu, ale nie pamiętam wiele z tego okresu.

Moi rodzice w dniu wybuchu Powstania byli w innej dzielnicy miasta i znaleźli nas trzy miesiące później w styczniu 1945 roku. Potem w lutym wrócili do całkowicie zniszczonej Warszawy (bardziej, powiedzmy, niż dziś Aleppo w Syrii), aby znaleźć jakąś kwaterę, w której można było zamieszkać. Gdy w końcu udało się znaleźć lokal, w maju 1945 r. wrócili do wioski, aby zabrać nas do Warszawy mnie, brata i babcię! We wrześniu poszedłem do szkoły do drugiej klasy. Tak się zaczęło…

Pan Andrzeju, jak Pan nauczył się gry w szachy?

Ojciec nauczył mnie grać w czasie okupacji. Miałem około 4,5-5 lat. Nie był silnym szachistą, po prostu umiał grać. Ale znalazł takie interesujące podejście do nauki. Grał ze mną bardzo poważnie. Ale bez połowy figur! Niemniej jednak poważnie! Musiałem chodzić daną bierką, jeśli jej dotknąłem, nie było żadnych ułatwień. Kiedy wygrałem trzy razy z rzędu, dodawał sobie jednego pionka. Z kolei trzy pionki zamieniał na figurę. W wieku siedmiu lat zacząłem go ogrywać przy komplecie bierek na szachownicy. To było bardzo interesujące! Teraz mogę nawet doradzić innym. Musimy grać z dziećmi poważnie! Wyrównanie poziomu gry może następować drogą gry na fory. Myślę, że jest to dobra metoda.

W gruncie rzeczy metoda nie nowa. Warto przypomnieć sobie partie Philidora, kiedy to grywał partie bez wieży. Przykładowo, w dawnych czasach białe w pierwszym posunięciu grały dwoma centralnymi pionkami. Sędzia klasy międzynarodowej Alexander Tkaczew opowiadał kiedyś o seminarium z przepisów gry w małym miasteczku w Rosji. Słuchacze objaśnili mu, że w ich miej- scowości, gdy król zawodnika dochodzi do ostatniej linii, to ten dostawia sobie dodatkowego pionka. Takie przepisy były u nich dawniej, istnieją teraz i będą istniały w przyszłości. Generalnie rzecz biorąc dawniej były różne przepisy gry.

Czy w Twojej rodzinie byli też inni szachiści?

Brat umiał grać w szachy. Był młodszy, ale zmarł 14 lat temu... W gruncie rzeczy moja rodzina nie była liczna. Jeden z braci mojego ojca zginął podczas powstania, drugi - nie grał w szachy. Byłem jedynym szachistą.

Czy możemy traktować Polskę w latach 40-50 i wcześniej jako szachowy kraj?

Przed wojną szachy w Polsce były na bardzo wysokim poziomie, W 1930 roku zdobyliśmy "złoto" olimpijskie, potem dwukrotnie "srebrne" i trzy razy "brązowe" medale. Byliśmy jednym z trzech najsilniejszych zespołów na świecie: USA, Węgry i my.

Oczywiście, po wojnie nie mieliśmy już tak wysokiego poziomu gry. Cała drużyna i inni czołowi szachiści zginęli lub zostali za granicą. Wśród nich byli Polacy, Żydzi ... Zginęli lub opuścili kraj. Niełatwo było podnieść się po takich zdarzeniach. Dopiero w latach sześćdziesiątych zaczęto w jakiś sposób liczyć się z nami.

Nauczyłeś się po prostu grać, ale trzeba było rozwijać się i podnosić poziom gry?

Dalsza postępy były stosunkowo łatwe. Po wojnie, gdzieś w 1950 roku, kiedy miałem dwanaście lat, byłem z ojcem na wakacjach w Sopocie i poszliśmy do jakiegoś klubu. Grałem z kilkoma weteranami, pokonałem ich, a mój ojciec zdecydował, że mogę zapisać się do jednego z klubów szachowych w Warszawie. Ponadto w mojej szkole odbywały się turnieje szachowe i nawet były mistrzostwa klasy! Uczestniczyło aż 22 szachistów. To był turniej kwalifikacyjny. Potem były mistrzostwa szkoły, w których zająłem drugie miejsce.

W 1951 roku zagrałem w półfinale mistrzostw Warszawy. Szef klubu "Polonia” Warszawa zauważył, że grałem dobre partie i zaprosił mnie do klubu na szachownicę juniora. Wtedy drużyny składały się z sześciu mężczyzn, kobiety i juniora. Był to silny zespół – drużynowy mistrz Polski! Do 1959 roku reprezentowałem barwy tego klubu. Ale w 1959 roku sekcja szachowa rozpadła się, bo klub potrzebował więcej pieniędzy dla piłkarzy. Nic nowego! (ze śmiechem). Szachiści przenieśli się do wojskowego szachowego klubu "Legion" Warszawa. Przez długi czas grałem w barwach tego klubu na pierwszej lub drugiej szachownicy, byliśmy drużynowymi mistrzami Polski jedenasto lub dwunastokrotnie. Mój pierwszy tytuł zdobyłem z tym klubem w 1960 roku. Grałem wtedy, może na drugiej lub trzeciej szachownicy... Potem walczyłem o pierwszą i drugą szachownicę z IM Janem Adamskim. Grał taki szachista i nadal żyje!

W indywidualnych finałach mistrzostw Polski grałem osiemnaście razy. Po raz pierwszy w 1959 roku. Zająłem gdzieś tam 13 miejsce na 18 uczestników. Ale w następnym roku podzieliłem trzecie miejsce i awansowałem do drużyny olimpijskiej. Grałem po raz pierwszy na Olimpiadzie Szachowej w Lipsku.

Decyzja o zostaniu profesjonalnym szachistą dojrzewała stopniowo czy była podjęta na- tychmiast? Jaka jest Twoja specjalność poza szachowa? Wykształcenie?

Ukończyłem Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Warszawskiej. Następnie pracowałem na uczelni, jako asystent, później jako adiunkt – wykładowca. Przez dwadzieścia pięć lat prowadziłem zajęcia z „konstrukcji stalowych”. Nawet napisałem wspólnie z kolegami z uczelni pięć książek na ten temat. Ponadto wygłaszałem referaty i publikowałem różne naukowe artykuły. Gdzieś około pięćdziesięciu. Prace były związane z konstrukcjami stalowymi. Nigdy nie byłem zawodowym szachistą, chociaż zawsze grałem „równolegle” w turniejach.

Czy szachy przeszkadzały w nauce i vice versa?

Oczywiście przeszkadzały, ale nie było wyjścia. Grą w szachy trudno było zarobić pieniądze na utrzymanie, chociaż byłem w polskiej czołówce. W pierwszej czwórce.

Wiesz, uczestniczyłem w osiemnastu finałach mistrzostw Polski. Dziesięciokrotnie zajmowałem miejsca od trzeciego do piątego. Ale nigdy nie byłem mistrzem Polski! Trzykrotnie dzieliłem trzecie miejsce, a sześciokrotnie czy ośmiokrotnie czwarte miejsce. Z kolei wygrałem wszystkie kwalifikacyjne turnieje, decydujące o awansie do drużyny olimpijskiej czy reprezentacji kraju. Tak było zawsze. W eliminacjach byłem najlepszy.

Jako zawodnik grałeś w siedmiu Olimpiadach Szachowych. To niemało. Którą z nich zapamiętałeś szczególnie?

Praktycznie grałem w sześciu Olimpiadach, w siódmej w Buenos Aires (1978) byłem rezerwo- wym, ale nie grałem, bo byłem kapitanem. W sumie dziesięciokrotnie byłem kapitanem polskiego zespołu na Olimpiadach. Ogólnie uczestniczyłem w dwudziestu pięciu Olimpiadzie. Do tej pory! (z uśmiechem)

Którą z nich najbardziej zapamiętałeś?

Oczywiście, pierwszą w Lipsku w 1960 roku. Piękna Olimpiada! Tam poznałem się z Talem, Botwinnikiem, zobaczyłem wszystkich czołowych szachistów świata. Fischera... Ale nie grałem z nimi, bo nie zakwalifikowaliśmy się do finału "A". W głównym finale Olimpiady, graliśmy dopiero w 1964 roku w Tel Awiwie. Tam zremisowaliśmy ze Związkiem Radzieckim! Bednarski zremisował z Petrosjanem, Śliwa o mało co nie ograł Botwinnika, ja zremisowałem czarnym z Keresem, a Balcerowski ze Spasskim Spasski Baltserovsky! 2:2! To była niespodzianka. Ofiarowałem Keresowi pionka, i dostałem nie wygraną, ale lepszą pozycję. Miałem czarnymi niezłą końcówkę, ale…

Potem Olimpiada w Skopje w 1972 roku. Weszliśmy ponownie do głównego finału. W grupie pół- finałowej uzyskałem 5,5 p. (z 6)! Warto przypomnieć, że wtedy grano turnieje eliminacyjne (półfinałowe) i finały, a nie jak teraz otwarte turnieje systemem szwajcarskim. W półfinałach zawsze zdobywałem wiele punktów. W finale w Skopje uzyskałem 50% rezultat.

Prawdopodobnie poznałeś wszystkich mistrzów świata, poczynając od Euwe? Z kim spotkałeś się przy szachownicy? Kto zrobił na Tobie największe wrażenie?

Trudno to określić. Spotkałem się i miałem okazję porozmawiać z dwunastoma mistrzami świata (w historii było szesnastu). Począwszy od Euwe i kończąc na Carlsenie. Rozmawiałem i analizowałem z nimi partie. Turniejowe partie grałem tylko z trzema. Z Talem zremisowałem piękną partię. Ze Spasskim przegrałem czarnymi. Ze Smysłowem też przegrałem czarnymi w finale mistrzostw Europy w Bath w 1973 roku. Chociaż miałem niezłą pozycję.

Sędziowałem turnieje, w których uczestniczyło pięciu mistrzów świata. Z trzema grałem, z dwunastoma analizowanymi partie. Z Botwinnikiem i Smysłowem siedziałem i analizowałem wiele pojedynków. Z Carlsenem przeglądałem nie tak wiele. Z Kasparowem dużo, gdy był młody. Z Kramnikiem i Karpowem stosunkowo mało partii.

Botwinnik, Pereira, AF i Smysłow, Linares 1992

Spasski, AF, Moskwa 2001

Kasparow, AF, Bled 2002

A z Fischerem?

Stałem i patrzyłem jak Fischer analizuje, kiedy zespół USA przybył do Warszawy w 1962 roku. Fischer miał bardzo znakomitą pamięć. Tal i Botwinnik na przykład pamiętali około pięć tysięcy partii. Sam sprawdzałem Tala, kiedy był w Warszawie. Mówiłem mu pozycję, a on odpowiadał, na przykład: „To jest Barcza - Keres, Zurych, 1959”, i cytował posunięcia of pierwszego do ostatniego. Botwinnik tez tak potrafił. Z kolei Fisher pamiętał również obrazy (diagramy) różnych pozycji. Wiesz, co to znaczy? Przykładowo on oglądał z Najdorfem jedną z pozycji na Olimpiadzie w Hawanie w 1966 roku. Najdorf ustawił pozycję z Obrony Benoni, gdzieś po 14 posunięciu czarnych i chciał znowu wykonać ruch czarnymi, a Fischer powiedział: „W tej pozycji jest ruch białych”. Widziałem podobnych sytuacji wiele, chociaż prawdę mówiąc wielokrotnie nie było tak łatwe ustalić na kogo przypada posunięcie.

Graliśmy mecz ze Stanami Zjednoczonymi w Warszawie w 1962 roku przed Olimpiadą w Warnie. Fischer wygrał partię ze Śliwą na pierwszej szachownicy, a potem był przewidziany błyskawiczny mecz Polska - Stany Zjednoczone. Fischer odmówił udziału w blitzach i nie mogłem z nim zagrać partii.

Śliwa (białe) – Fischer, Warszawa 1962

W ogóle blitze grałem z wieloma szachistami liczącymi się na świecie. Często grałem z Talem. Z Najdorfem ponad 100 partii

Z Najdorfem grałeś wiele partii, bo on też pochodzi z Polski?

Tak, w 1939 r. Polska drużyna grała na Olimpiadzie w Buenos Aires. W zespole był Najdorf. Najdorf, który był brązowym medalistą Olimpiady w Warszawie (1935). W 1939 r. Polska powinna wygrać Olimpiadę w Argentynie. Jednakże, gdy rozpoczął się finał, wybuchła akurat II Wojna Światowa. 1 września. Wtedy Brytyjczycy, niektórzy pracujący dla «Intelligence Service», wrócili do domu. My nie mogliśmy grać z Niemcami i z innymi zespołami. Także Francja. Organizatorzy uznali te mecze za remisowe 2-2. W rezultacie Polska zdobyła srebrne medale. Najdorf pozostał w Argentynie, nie wrócił do Warszawy, bo nie było sensu ryzykować. Stracił całą rodzinę w getcie warszawskim. Mówił, że było to 30 czy 50 osób, w tym jego żona, córka ...

Również pozostał w Argentynie Paulin Frydman, członek "złotej" polskiej drużyny z Olimpiady w 1930 roku. Spotkaliśmy się z nim w Buenos Aires (1978), wręczyłem mu medal 50-lecia Polskie- go Związku Szachowego. A z Najdorfom dwukrotnie spotkałem się w Buenos Aires, ostatnim razem w 1992 roku, kiedy byłem trenerem naszej Krystyny Dąbrowskiej, która wygrała Mistrzostwa Świata dziewcząt do 20 lat w Buenos Aires. Wtedy byliśmy w domu Najdorfa i, oczywiście, ja oraz para juniorów graliśmy z nim wiele blitzów. Z Miguelem grałem blitze także w Linares oraz w Warszawie... Bardzo dużo partii. Lubił komentować w trakcie gry. Gdy zbijał pionka mówił: "Moja babcia powtarzała, że lepiej mieć pionka więcej, niż pionka mniej”. Choć jego babcia oczywiście nie miała pojęcia o szachach (ze śmiechem).

Dąbrowska, AF, Najdorf, Buenos Aires 1992

Mówiłeś o blitzach. A co możesz powiedzieć o swojej grze w niedoczasach?

Jak graliśmy dawniej? Teraz w ogóle nie ma niedoczasów, ponieważ zawodnicy mają dodatek 30 sekund po każdym posunięciu. W dużym niedoczasie przeciwnika postępowałem tak. Teraz jest to absolutnie niemożliwe. Pomyślałem kilka minut i wykonywałem trzy posunięcia z rzędu. Mianowicie robiłem jedno posunięcie, przeciwnik odpowiadał, wtedy natychmiast drugie, odpowiadał i natychmiast trzecie. Wtedy tracił czas. Potem znowu tę samą serię posunięć po raz drugi. To była moja taktyka. Pomyśleć i wykonać trzy posunięcia z rzędu. Aby spowodować przekroczenie czasu, czyli opadnięcie chorągiewki na zegarze (z uśmiechem). Kiedy dodaje się 30 sekund na ruch, to można grać turniej, a nie tylko partię. Prawdę mówiąc w 1964 roku w Tel Awiwie nie wygrałem hetmana z Durao (Portugalia) w jednym posunięciu. Nieprzyjemne zdarzenie. Ale w innej partii wykonałem 20 posunięć w minutę i nie miałem żadnych wątpliwości, że zdołam to zrobić.

Pamiętam też, że nie przyjąłem oferty remisowej na jednej z Olimpiady, mając minutę na 15 posunięć. W końcu partię przegrałem, chociaż miałem po drodze wygraną. Grałem niedoczasy szybko i pewnie, nie miałem żadnych trudności. I teraz patrzę ze zdumieniem na czołowych szachistów świata jak zaczynają się denerwować mając aż trzy minuty, a przecież jeszcze dostają po 30 sekund na ruch. To śmieszne!

Powiedz nam o Twoich najbardziej pamiętnych turniejach międzynarodowych.

Turniej w Polanicy Zdroju, który wygrałem w 1964 roku. Razem z Parmą, która był wcześniej mistrzem świata do 20 lat. Trzeci był Hort. Następnie Kavalek, Czerniak, Tołusz, Nowopaszin Cwetkow. Wtedy czołowi szachiści. Wtedy zamatowałem Aleksandra Tołusza z poświęceniem obu wież. Jest to jedna z moich najlepszych partii.

Jeszcze jeden niezły turniej wygrałem w małej miejscowości Bagneaux niedaleko Paryża. Myślę, że to było w 1979 roku ... Byłem też trzeci w Bułgarii ... Dawniej były tylko turnieje kołowe i kiedy ktoś dostał w nich miejsce, to grał tylko z czołowymi szachistami z różnych krajów. Z Jugosławii występowali Ivkov, Matulović, Matanovi. Z Węgier - Csom, Barczay, Lengyel, Ribli, Sachs ... Grałem też ze wszystkimi naj- silniejszymi szachistami Czechosłowacji. Z Hortem osiem lub dziewięć partii, z Kavalkiem- cztery, z Jansa - pięć. I wtedy to były rzeczywiście interesujące pojedynki.

Jakie swoje partie uważasz za najlepsze?

Ofiara hetmana w Gambicie Królewskim z Tarnowskim w mistrzostwach Polski w 1962 roku. Z Talem miałem też interesującą partię w Halle (GDR). Grałem źle w turnieju, ale o mało co czarnymi nie ograłem Tala. Prawie wszystkie figury były pod biciem! Można nawet znaleźć komentarze Tala, gdzieś „uciekł” na remis wiecznym szachem.

Blitz A. Filipowicz – M. Tal, Warszawa 1966

c.d.n.

część 2, część 3